Jedyne pragnienie - storytelling

Siadasz przy biurku z zamiarem stworzenia jakiegoś tekstu. Spoglądasz na kalendarz i zamyślasz się. Przywołujesz w pamięci, kiedy ostatnio pisałeś. Jednocześnie uderza w Ciebie fakt, że to nie jedyna rzecz, której już dawno nie robiłeś.

W myśl mantry „nie ważne, ile razy upadniesz, ale ile razy się podniesiesz” wracasz do rzeczywistości z mocnym postanowieniem poprawy. Rozprostowujesz palce. Strzelają Ci wszystkie kostki, zastane, nieużywane. To jeszcze bardziej utwierdza Cię w przekonaniu, że już pora wrócić do stałości. Zachować constans. Rutyna. Tego potrzebujesz. W końcu kiedyś sam zdecydowałeś, że będziesz pisać.

W planie masz kolejny elaborat w eksperckim tonie, później kolejne głębokie, życiowe przemyślenia i poszukiwanie celu w życiu, potem może coś mocno zabarwionego ironią i sarkazmem, środkami zarezerwowanymi tylko dla koneserów.

Ale spod Twoich palców wychodzi stos słów, które nie mają nic wspólnego z całą Twoją misternie przygotowaną konstrukcją. Żadnych ekspertyz. Żadnych sarkazmów. Żadnego celu. Tylko jedno, jedyne przemyślenie. Jeden, jedyny wniosek.

Jedno, jedyne pragnienie.

Przez chwilę nie mieć zdania.

Tknięty jakimś niezidentyfikowanym uczuciem, wracasz do tego, co do tej pory stworzyłeś. Czytasz. Oglądasz. Niedowierzasz.

Co za bzdety. Co za rozkoszne pierdolenie. Co za aroganckie przeświadczenie, że masz podstawy do wymądrzania się i grania znawcy.

Stos słów nagle staje się potokiem, lawiną, wodospadem. Nie panujesz nad tym. Samo się pisze, litera po literze, wyraz po wyrazie, zdanie po zdaniu. Ale nie w tonie, który był Twoim zamiarem.

Chcesz to wszystko zaorać. Jesteś zmęczony. Zastanawiasz się, tęsknisz do czasów, w których wszystkie Twoje przemyślenia były tylko Twoje. Nie chce Ci się kreować postaci, którą wymyśliłeś sobie jakiś czas temu. Nie umiesz znowu wejść w tę skórę. Nie chcesz znowu tam wchodzić.

Z mgły, która spowiła tej jesieni Twoją rzeczywistość, zaczynają powoli wynurzać się poszczególne elementy. Ale nie w takiej kolejności, jak do tej pory. Pewne rzeczy są bardziej wyraźne, inne znowu oddalone i rozmazane. Zmieniła Ci się ostrość widzenia. Zmieniła się perspektywa.

Ustalają się priorytety. Inne niż dotychczas. Nowe. Lepsze. Lepsze?

Wyłączasz Wi-Fi i transmisję danych. Zamykasz zakładkę z Facebookiem. Wyłączasz laptopa. Odkładasz telefon. Siadasz w ciszy i zastanawiasz się, co tak naprawdę chciałbyś teraz robić. Szukasz. Precyzujesz.

W końcu… Znajdujesz.

Szczerość. Pasję. Emocje.

Ten szczególny rodzaj emocji, który odrywa Cię od ziemi. Który powoduje, że czas staje w miejscu. Który zrzuca z Ciebie ciężar zwracania uwagi na otoczenie. Jesteście tylko Ty i te emocje.

Nie masz już żadnego zdania na żaden temat. Nie jesteś żadnym ekspertem od wszystkiego. Nie jesteś celnie ironiczny i drapieżnie sarkastyczny. Nie jesteś koneserem wartości i moralizatorem.

Jesteś tylko Ty i ten szczególny rodzaj emocji.

A wszystko inne odchodzi na drugi, trzeci plan, w końcu tło. 

Opada kurtyna.

Komentarze