Koncert zespołu ludowego - konferansjerka (fragmenty)

1. Łowicz, Opoczno

A jak już zaczęliśmy pierwsze próby, pierwsze koncerty i prezentacje, to dostawaliśmy sygnały - “o, ten Kujon dobrze tańczy, ciekawe te tańce, dobrze śpiewają”. Miód na moje serce! W końcu jak się pokazaliśmy, to tak się spodobało, że aż mieliśmy dostać stroje. Zaczęliśmy rozmyślać, za co by się wziąć, aż wpadliśmy na pomysł - Opoczno! My z Łodzi, a dookoła tyle ciekawych regionów, koniecznie trzeba opracować! Odwiedziłam Muzeum Ziemi Opoczyńskiej, godzinami siedziałam wśród tomów Kolberga czytając o oberkach i  poleczkach, o strojach i śpiewach. Dużo czasu minęło, zanim stworzyliśmy całość, ja układy a muzykę Włodzimierz Nowak, ale w końcu, jak już opracowanie muzyczne były gotowe i jak już go słuchałam, to widziałam przed oczami - ten początek, żwawy, szybki, taki który jak się ogląda to ta energia przechodzi na widza i jemu też zostają w środku te oberki. A jak Opoczno - no to do Łowicza już rzut beretem! Kiedy pracowałam w zespole w Lipcach Reymontowskich, naczytałam się o tych kujonach łowickich, o oberkach, do tego Ryszard zrobił takie piękne opracowanie. I jak się wsłuchałam w skrzypce, w te tryle, to muzyka przywiodła mi na myśl dziewczyny, piękne, pełne wdzięku, poruszające się z gracją po scenie. A potem - jedzie furman! I wszyscy jadą z tym furmanem do Łowicza, i tam już ich te oberki porywają, a pasiaki się kręcą!

2. Kraków

Piękny ten nasz polski folklor, ale też bardzo trudny. Już od studiów dostojeństwo poloneza napawało mnie takim uczuciem, jakby zaraz miał stanąć przede mną jakiś szlachcic. A mazur - jakby na potańcówce jakiś szarmancki ułan miałby porwać mnie do tańca! Ale Krakowiak, ten dynamiczny, zuchwały, dziarski - Krakowiak to jest dopiero wspaniała sprawa! Nikt takiego Krakowiaka nie będzie miał, jak ten nasz Kujon! Hejnał krakowski, taki rozpoznawalny, taki przejmujący, a jak go Ryszard pięknie do melodii wplótł! I już widzę te pary, które jak jeden mąż wycinają hołubce pod samo niebo, tych chłopów, stanowczych i zaczepnych, co jak zakrzeszą, to aż iskry pójdą, i te ręce strzeliste niczym szable! No i kobiety, delikatne, a jednocześnie temperamentne, z takim ogniem co w oczach aż go widać. I wszyscy razem, w cwale, co dudni tak, jakby cała armia przebiegała!

3. Łódzka

Tak naprawdę to gdyby te studenci, to nigdy byśmy Kujona nie założyli. Zajęcia, które prowadziliśmy z Ryszardem może i obudziły w nich nową pasję, ale gdyby oni się nie zebrali, to te nasze wspólne wysiłki by nie miały sensu. No i zaczęliśmy działać – i wtedy dziekan powiedział - proszę się zaprezentować. Zaprezentować! - ale w czym, jak my wtedy nie mieliśmy żadnego stroju? Ale zaczęliśmy między sobą rozmawiać, z Ryszardem i Krzysztofem, i wpadliśmy na pomysł. Przecież tu, w tej pięknej Łodzi, jest tyle miejskich legend, tyle kapel podwórkowych! Jak pytałam różnych ludzi, to tyle historii znali, tyle melodii, przeróżne walczyki, sztajerki, poleczki, tanga! A to przecież moje miasto - no Łódź to koniecznie w Kujonie musi być! I jak słuchałam tej miejskiej, podwórkowej muzyki, to poczułam się, jakby mnie przenieśli ze 30 lat wstecz, a ja idę przez Bałuty i tam, na rynku, kapela – akordeon, bębenek, skrzypce - gra to bałuckie tango, co mi się tak kołacze w głowie i nie chce wyjść. A opowieści o tej Mańce i o Antku - to dopiero historia! No i te skoczne poleczki, podrzuty, obroty, tyle w tym radości! Na taką zabawę mogłabym wybrać się z Krzysztofem - o, na przykład w Majówkę!


Komentarze